środa, 26 marca 2014

Kiedy dorosły uczy się jeździć na rowerze... [1]

Może to się wydawać dziwne, ale w tym roku kończę 30 lat. Wiele rzeczy nie potrafię robić - pływać, mam lęk wysokości - diabelny! - nie mam prawa jazdy i nie potrafię jeździć na rowerze.

Powinnam napisać - nie umiałam i jednocześnie jeszcze nie potrafię.

Mój pierwszy rower przyszedł do mnie pocztą 20 marca 2014 roku, w paczce z Torunia od koleżanki. Składak z 3 biegami, uszkodzonym dynamo i niebieską ramą. Zapłaciłam jak za zboże, co mąż mi wypomina za każdym razem, kiedy wyciągam tower z bagażnika. Rower to Wigry 3 - dostał dziś imię Złomek.

Dzisiaj chciałam obalić kilka mitów, które może pomogą innym dorosłym w nauce jazdy na rowerze.

Pierwszy mit dotyczy tego, że dorosłemu jest trudniej się nauczyć / łatwiej się nauczyć jeździć na rowerze. Trzeba wybrać sobie dobrego, cierpliwego partnera do nauki, dobrać sobie rower i miejsce - i do roboty. Wydaje mi się też, że dorosły bardziej się spina, żeby "wyszło" - ja się bardzo spinałam, bo bardzo chciałam, żeby wyszło i bardzo chciałam uniknąć upadku :) Generalnie wyszło na moje, ale ile się przy tym nadenerwowałam i strachu najadłam - to moje.

Odkręcenie pedałów mnie pomogło, chociaż umiejący jeździć mąż zapierał się, że będzie mi to przeszkadzać. Odkręcenie pedałów daje o tyle dużo, że pozwala ze zwykłego roweru zrobić rowerek biegowy. Moim zdaniem jest to o tyle istotne, że pozwala opanować kierownicę.

Kierownica obserwowana z boku daje złudne wrażenie, że jest nieruchoma, ustawiona prosto przed siebie i generalnie poruszać nią nie trzeba. Otóż trzeba. Dopiero, kiedy urobiłam męża, żeby mi te przeklęte pedały odkręcił (uderzały mnie ciągle o kostki) i obniżył siodełko to poziomu, gdzie na prostych nogach, z tyłkiem na tymże siodełku mogłam spokojnie postawić całą stopę na ziemi. Dało mi to możliwość rozpędzenia się i pośmigania na rowerze na pełnym luzie, mogłam asekurować się nogami i łapać równowagę podczas podnoszenia nóg. Wtedy człowiek załapuje, że pęd go utrzyma w pionie, tylko trzeba wiedzieć, jak tą kierownicą machać - czy w prawo, czy w lewo. Nawet jak kontra nie wyjdzie, to można sie podeprzeć którąś nogą. Bezpiecznie, pewnie, na spokojnie - i z tą pewnością, że nie spadnie się z wysokiego górala.

Skłamałabym, gdybym się zapierała, że nigdy nie miałam styczności z rowerem. Miałam - w wieku 19 lat, 11 lat temu, podczas obozu malarskiego w górach. Chciałam się nauczyć jeździć sama, bo wstydziłam się, ze nie potrafię. Rzecz zaczynała się zawsze od usadzenia tyłka na rowerze, depnięcia na pedał i zaliczeniu potężnej gleby - łokcie i dłonie były oczywiście w porzadku, tylko pedałami ponabijałam sobie takie siniaki po wewnętrznej stronie ud, bolesnych, fioletowych, długo się gojących, że na długo wybiłam sobie rower z głowy - po części też z tego powodu, że mam niski próg bólu.

Pokłoniło się tutaj to, że chciałam od razu wskoczyć na wysokiego górala, zapomniałam o tym, że rower się porusza i jednak nabierze pędu, nie ogarnęłam wcelowania drugą nogą w drugi pedał... eh...

Mąz zabrał mnie na parking naprzeciwko Reala w Wałbrzychu i cierpliwie znosił moje płacze, animozje, strach i generalne gderanie. Wprawdzie najpierw uparł się, żebym jeździła z pedałami, ale potem zmusiłam go do ich odkręcenia - dosłownie na kwadrans? - potem uparłam się, że potrzebuję z powrotem te pedały, przykręcił i za czwartym czy piątym razem ogarnęłam i rozbieg, i wcelowanie stopami w pedały. I pojechalam - wprawdzie tylko 15 sekund, ale zawsze coś :)

Oczywiście do prostej jazdy to tego porównać nie można było, bo żeby sie nie przywrócić tak silnie kontrowałam kierownicą, że jechałam tak, żeby tylko utrzymać się w pionie. Dlatego też ważne jest wybranie sobie jakiegoś w miarę równego, pustego terenu - jakiegoś parkingu może albo boiska - gdzie założenie sobie jazdy do przodu, a skręcenie w lewo czy prawo nie będzie stanowiło problemu, jakim jest wpadnięcie do rowu czy na barierkę.

Dzisiaj natomiast było wydanie drugie - zatargałam męża, zmęczonego po pracy, ledwo co po zjedzonym obiedzie, pojechaliśmy na parking pod wałbrzyskie MAKRO - u nas oczywiście parking ogromny, a samochody można policzyć na palcach dwu dłoni.  Ochrona miała nas w głębokim poważaniu, albo nas nie zauważyła, w każdym razie mieliśmy i oświetlony teren, i dużo tego terenu, i sporo luzu. Okazało się, że na spokojnie jestem w stanie wsiąść na rower i wystartować. Bałam się, że będę musiała dziś zaczynać od zera, ale okazało się, że to, co załapałam za pierwszym podejściem jakoś się wżarło w pamięć i już odruchowo wiedziałam, jak jechać. Oczywiście start "w przód" też się kończył jazdą w prawo albo w lewo, ale w jakiś sposób (chyba z powodu większej prędkości) byłam już w stanie lepiej kontrolować kierunek jazdy.

Oraz... nauczyłam się skręcać w prawo! Dalej jadę zygzakiem, ale już potrafię w miarę nakierować tor jazdy na dane miejsce. J. chciał, żebym umiała sobie przejechać slalomem między pachołami... to wrąbalam się dwa razy na pachołek, raz na wiatę osłaniającą wózki, raz mi się spodnie zahaczyły o zapięcie ramy (poprzednim razem jechałam w leginsach, więc problemu nie było) i dwa razy wjechałam w J., na szczęście zdążył uskoczyć.

Czuję się już o wiele pewniej na tym sprzęcie. Pierwsze podejście miało równe dwie godziny zegarowe - od 20:00 do 22:00, kolejne od 19:00 do 20:00. Mówi mi i tłumaczy ten mój chłop, że opanowanie kierunku jazdy, skręcania czy innych cudów to kwestia wprawy, ale ja się czuję tak, jakbym potrzebowała jeszcze wielu godzin, ale i tak siedzę już pewniej niż na samym początku.


Na zakończenie zawieźliśmy rower do Decathlonu na przegląd. Mina serwisantów - POCKER FACE FULL PROFESSIONAL - bezcenna :D

Prawdopodobnie wiązało się to z faktem, że w Wałbrzychu wszyscy jeżdżą na rowerach górskich. Od samego początku wszyscy mi powtarzają, że jak będę chciała się po Wałbrzychu i Szczawnie Zdroju poruszać, to tylko na góralu - a ja z uporem maniaka powtarzam, że jeszcze nikt nie powiedział, że będę się rowerem przez pół miasta rozbijać, jak już się odważę na ulice wyjechać. Możliwe, że będę jeździć tylko do sklepu i z powrotem - i na to te moje maleńkie kółka Wigry 3 i trzy biegi w zupełności wystarczą. Do tego mąż jeszcze opowiadał o tym rowerze, jakby był co najmniej właśnie góralem, z przebiegiem, ale góralem, a ja przyprowadziłam składaka... Specjalnie obserwowaliśmy miny serwisantów, ale nie dali po sobie nic poznać. Pełen profesjonalizm :)

Za dwa dni będzie info, jak bardzo zajechałam Złomka.


17 komentarzy:

  1. oj ośmiałam się straszniem tylko zdjęcia nie widać :). Powodzenia w nauce jazdy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam z siebie pompę, ale też jestem dumna ;) dzięki!

      Usuń
    2. Też mam ten sam problem,zaczynam naukę,strasznie się stresuję tylko ja mam 60 lat i 15 nie jeździłam

      Usuń
  2. Pierwszy raz czytam , że ktoś z "dorosłych" nie potrafi jeździć na rowerze :) w sumie..nie wiem czy ja bym teraz pojechała..już bardzo dawno nie jeździłam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, kiedyś mnie koleżanka wyśmiała suto, że nie umiem jeździć :D No, wszyscy potrafili, tylko nie ja. Śmiała się też, że pływać nei umiem, ani rolek, niczego. Kilka lat później przyszła i powiedziała, że jest jej przykro za te słowa - bo ona nie potrafi szyć, robić na drutach, robić na szydełku, wyszywać, piec. I mimo najszczerszych chęci, z powodu uszkodzonego palca w dłoni - nie będzie w stanie nauczyć się części z tych czynności (bo nauka będzie się wiązała z dojmującym bólem aż no łokcia).

      Dawne czasy minęły i uznałam, ze skoro nauczyłam się tylu rzeczy, to nauki na rowerze też. Skoro seniorzy uczą się języków, obsługi komputera i śmigają na smartfonach lepiej od wnuków - to co, ja mam się ograniczać? ;)

      Usuń
    2. Widzisz..nie ma się co ograniczać :) Pływać nie umiem , na rolkach coś próbuję.. ale wiadomo też bym chciała się wszystkiego nauczyć .
      Życzę powodzenia ! Obyśmy się nauczyły :)

      Usuń
  3. mam ten sam problem - chęć nauki, zakupilam też rower w decat.. z przerzutką - czy ktos mogłby podać zasadę działania tam tez na kierownicy są biegi, jak się nauczyc na takim sprzęcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nauczyłam przerzucać biegi dopiero kiedy opanowałam siedzenie na rowerze :) najpierw musiałam nabrać tej pewności, że nie zlecę, kiedy będę chciała zmienić bieg - polecam chyba właśnie tak.

      Usuń
  4. To, że dorosły nie umie jeździć na rowerze, to nie jest żaden powód do wstydu.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czekam na rower i zaczynam w przyszlym tygodniu :) ehh tez 30 już mam i lekki wstyd, ale co tam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam 36 lat i nauczyłam się jeździć rok temu. I to wspaniale uczucie przemoc się i pokonać własny wstyd

    OdpowiedzUsuń
  7. No i fajnie. Ja mam 27 lat i ostatni raz 20 lat temu siedziałam na rowerze :-) właśnie zaczynam pracę nad sobą !

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam 20 lat i w tym roku w niespełna dwa miesiące załapałem technikę jazdy na rowerze i jestem z tego wybitnie dumny. Teraz jestem w stanie swobodnie poruszać się tym pojazdem po drodze, o czym dokładnie rok temu nie mogło być mowy. Ponadto przypuszczam, że podobnie szybko nauczyłbym się na przykład jeździć na rolkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 miesiące to szybko??? Ja uczyłem się dwie godziny... W wieku 30 lat.

      Usuń
  9. O rany, jak dobrze, że nie jestem jedyną trzydziestolatką, która dopiero robi podchody do roweru. Przyznaję, zmotywował mnie fakt, że mąż trenuje wyczynowo kolarstwo ;-) Najgorzej jest przezwyciężyć wstyd, że taka stara i dopiero się uczy. Ale co tam. Rolki opanowałam, łyżwy opanowałam, kilka innych rzeczy też, to i z rowerem chyba jakoś pójdzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. I fajnie, uczę się właśnie jazdy na rowerze, mam 58 lat facet i pomyślałem sobie co powie wnuczek jak będzie chciał pojechać ze mną na wycieczkę. Kupiłem małolatowi biegający rower i on śmiga aż miło, za rok się przesiądzie na normalny i za nim nie nadążę, więc się muszę nauczyć. W sumie fajna sprawa, zakupiłem jakiś czas temu rower treningowy, stacjonarny czy jak to się nazywa trochę pokręciłem pedałami i i po 2 min kicha, bolą wszystkie mięśnie nie ma siły dalej. Ale po jakimś czasie nogi się przyzwyczaiły i przyszedł czas na prawdziwy pierwszy raz, powiem tak, byłem jestem zaskoczony na plus. Praktycznie nie mam żadnego kłopotu żeby złapać równowagę, problem jest ruszyć z miejsca a uczę się na rowerku który kupiłem dla wnuczka koła 20 cali, siodełko podniesione tak wysoko żeby stopy sięgały ziemi i mam swoje pierwsze 1,5 godziny za sobą, jeszcze trochę potrenuję na tym maluchu i już czeka 26 calowe koło. Pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziekuje za cenne wskazowki😊 wlasnie zaczelam uczyc sie jezdzic na rowerze...mam 31 lat😕 tylko maz ma gorala i zaliczylam kilka gleb😂😂 po przeczytaniu twojego bloga wiem ze musze zaopatrzyc sie w skladaka😂😂 bo goral tez nie jest dla mnie😕

    OdpowiedzUsuń