Post o pojach flagach wykonanych jako pierwsze nie istnieje, bo zostały uszyje na czuja, pomachałam nimi przez chwilę, pożyczyłam znajomej i ta zniszczyła je w niebywale bezczelny sposób. Poszły do śmieci.
Przez jakiś czas kminiliśmy z kolegą, jak też można by wykonać trójkątne flagi w sposób pośredni między tymi dostępnymi w sklepach a tymi opisywanymi do uszycia na filmach YT. Nie wszystkie pokazane tam sposoby są funkcjonalne na dłuższa metę czy dają sprzęt dobrej jakości. Wstążki do poi szyte na materiale podszewkowym strasznie się rwą, co w jakiś sposób wiąże się z wytrzymałością materiału. Zdewastowane poprzednie flagi pokazały mi kilka słabych punktów poprzedniego wykonania, więc tym razem poszłam w całkowicie inną stronę i choć szyłam tez na czuja, prezentują się całkiem nieźle, crash-test zaliczyły i kilka pierwszych uderzeń też, więc teraz tylko czekam na oznaki pierwszego zużycia żeby wiedzieć, co pójdzie do poprawy.
Mają coś z 45 cm długości od rączki, rączka standardowo wykonana ze starej smyczy - kto by bulił 15 zł minimum za łapkę, jak można mieć swoją wygodną i dopieszczoną - zresztą, recycling gdzieś mi tam w duszy ciągle gra, więc przerabianie starych uszkodzonych rzeczy pozostaje moją ogromną słabością.
Machałam nimi podczas otwartego treningu naszej grupy ogniowej na otwarciu nowej siedziby WOK w kompleksie Stara Kopalnia 9 listopada i egzamin zdały jak marzenie, są bardzo pokazowe i bardzo się cieszę, że udało mi się je tak fajnie wykonać. Jedyny problem jaki do tej pory zauważyłam ja, mąż mój i nowy właściciel Ł. to fakt, że odważnik strasznie ciągnie jak się nim uderzyć. Wprawdzie osobiście nie uderzyłam się na tyle mocno, żeby mi został bolesny ślad, chciaż siniak utrzymywał się dość długo; Ł. uderzył się w głowę i została mu niezła gula; nie widziałam, w co też uderzył się mąż, bo dorwał się do nich w czasie, kiedy gorączkowo szykowałam się do wyjścia - stwierdził natomiast, że bez ochraniaczy "w wiadome miejsce" nie ruszy ich więcej. Tak więc pozostaje mi żałować mężczyzn machających i poszukać jakiegoś sposobu na rozłożenie wagi odważnika.
Jak pisałam wcześniej, nie bardzo miałam czas na pisanie z tej prostej przyczyny, że zawaliła mnie robota + dziecko + kilka innych rzeczy. W rezultacie część zrobionych przeze mnie rzeczy poszła do ludzi bez zdjęć, a część została sfotografowana tak na szybko, że aż boli i wstyd takie zdjęcia publikować.
Dzisiaj pokażę wstążki na pojki uszyte na pokaz 8 czerwca. Czternaście sztuk, czyli siedem par. Przeprawy były z nimi nieziemskie... Najpierw ogłosiłam, że będę je szyć na ten pokaz, żeby mi ludzie przynieśli kasę na materiały (zatrzymałam się na samych kosztach, więc wyszły jakieś groszowe sprawy w porównaniu z tymi sklepowymi) - no i po półtora miesiącu okazało się, że pieniądze przyniosły mi cztery osoby. W międzyczasie udało mi się zahaczyć na zlecenie szycia woreczków na podziękowanie dla gości weselnych, sztuk kilkadziesiąt, więc jak nie kroiłam materiału to zaprasowywałam pojki. Nie siadłam nawet jeszcze dobrze do ich szycia, kiedy reszta osób się obudziła i stwierdziła, że jednak chyba tez mi kasę doniosą (dosłownie dwa dni przed występem) i z czterech par poi zrobiło się siedem.... Do tego moja biedna Zośka, dla której wcześniej "masówka" oznaczała co najwyżej szycie patchworku nagle zaczęła strajkować przed tak silną eksploatacją - zaczęła stukać, terkotać głośniej niż dotychczas i trząść się cała. Nagrzewała się do temperatury powyżej 30 stopni - w domu upał nieziemski, a Zocha była jeszcze cieplejsza....
Kiedy już udało mi się dziewczynę przekonać do tego, że uszyję i dam jej dzień spokoju... zgubiłam rzep.Ja nie wiem, jak można zgubić metr czarnego rzepu, udana jestem, normalnie bezbłędnie mi się to udało. Godzinę trzepała wszystkie kosze, skrytki, pudełka, szuflady - i nic. Rzepu nie było, nie znalazłam, robotę musiałam rzucić w kąt o 3 rano, wściekła, że już bym miała zrobione, a tu lipa. Kolejnego dnia szybko do sklepu (dzięki bogu, była sobota), po metr tego czarnego ustrojstwa. Dostałam w drugim sklepie... Wprawdzie od tej chwili pojki to już poszły chwila moment, co nie zmienia faktu, że TAKĄ ilość można by genialnie rozłożyć na podłodze, cyknąć kilka urokliwych zdjęć i powiedzieć - tak, ta ilość jest moja, osobiście własnymi ręcami wykonana! ...i obudziłam się ze zrobieniem tego na kwadrans przed wyjściem z domu na pokaz. Mieszkanie moje wygląda jak wygląda, więc pobiegłam na balkon, w czasie gdy mąż ubierał syna do wyjścia. Na balkonie zrobiło się to:
Niestety, pozostałe zdjęcia nie nadają się do publikacji, bo albo nie można im światła skorygować, albo ogólnie zamazane.
Do tego wczoraj podczas zrzucania zdjęć z karty pamięci na komputer okazało się, że karta mi padła i wszystkie zdjęcia zamiast rozszerzenia mają numerek... Na szczęście Total Commander potrafi czasami zdziałać cuda i jakoś te zdjęcia udało się uratować. Karta pamięci poszła do przeformatowania i mam nadzieję, że będzie śmigać jak marzenie.
Na zakończenie dodam, że czerwony materiał zafarbował mi deskę do prasowania i chyba pierwszy wydatek, jakiego będę musiała dokonać po pierwszej "wypłacie" to zakup deski do prasowania i porządnego pokrowca.
Reasumując, mam taką cichą nadzieję, że to tylko chwilowa zła passa, i że minie tak szybko, jak się zaczęła.
Miałam już wpis dotyczący tego cuda - odsyłam więc wszystkich tych, co chcą się dowiedzieć więcej do wcześniejszego wpisu - o TEGO. Biorąc tez pod uwagę mojego lenia ostatnimi czasy i chore dziecko z wyrzynającymi się zębami nie bardzo miałam ochotę robić cokolwiek... Dwa dni temu wskoczyła mi fucha, więc na szybko szyłam, byle na występ zdążyć - i przy okazji robię wpis ogólny dotyczący jak do tej pory uszytych przeze mnie pojek.
A uszyłam ich już 4 pary :D
Zacznijmy od skarpetek, bo były pierwsze i eksploatuję jej non-stop od prawie roku czasu - zużycia nie widać, aż jestem w szoku.
Okrągły przedmiot w środku to piłeczka tenisowa. Żeby nie było - piłeczkę można wyciągnąć, a skarpetkę wyprać - takie sprytne urządzenie, a co!
Dziursko jest wysoko, co by piłeczka podczas machania nie wyleciała, więc jest fajnie :)
Drugi tym, jaki szyłam, to wstążki do pojek treningowych. Nazwa zapożyczona, wstążki na pojki wyglądają w ten sposób:
Oczywiście mój aparat strasznie przekłamuje kolory, szczególnie w półmroku przedpokoju przy zapalonym sztucznym świetle.... Wstążki są czarno-białe, szyte na zamówienie, jako nakładka do pojek treningowych.
Uszyłam dwa komplety, dla moich znajomych z grupy, którzy mieli jakiś występ z okazji Dnia Sportu. Występ się udał, chociaż mnie nie było, ale dali znać, ze wyszło super :) To jest drugi komplet, który był odbierany osobno. Synowi obiecałam, że za zarobione pieniądze kupię mu koszulkę z Zygzakiem McQueenem - szalało dziecko ze szczęścia :)
Wstążki wykonywałam na podstawie prototypu, który tam sobie kiedyś wymyśliłam z jakiejś starem podszewki. Udało mi się odszukać i obfocić tylko jedną - druga zapaćkała się parafiną na treningu i się moczy, może zejdzie, może nie, w każdym razie warto spróbować. Może i podczas machania, kiedy wstążka jest w ruchu, plamy widać nie będzie, ale dla mnie sama świadomość, że ona tam jest zbyt komfortowa nie jest - wolę jednak czyste rzeczy.
Czarno-białe poje były szyte z materiału sklepowego, moje zielone treningówki to czysty upcycling:
Są oczywiście gorzej uszyte (wiadomo, szewc bez butów chodzi), ale sprawdzają się pięknie.
Moja grupa żonglerska jest nie dość, że początkująca, to jeszcze bardzo kiepsko zaznajomiona z ogniem. Druga kwestia jest taka, że w mało której placówce w ogóle wolno wykorzystywać ogień - chodzi tutaj o względy przeciwpożarowe. Do tego, nawet, gdybyśmy chcieli sobie pomachać, żeby zebrać kasę "do kapelusza", to nie da rady z powodu dziwnego nastawienia służb miejskich ... chcieliśmy kiedyś machać samymi pojami, to tez usłyszeliśmy odmowę.
Wstążki urodziły się właśnie z tego powodu, że z czymś wystąpić już chcieliśmy, a ogień jednak nas niego przerósł. Została kwestia wstążek, i ona sprawdziła się najlepiej jak do tej pory. Długa droga przed nami, ale zaczyna się robić fajnie :)
Oczywiście syn nie próżnuje, również udziela się artystycznie, ostatnio długopisem na fotelu:
Ma ktoś pojęcie, jak to draństwo usunąć? Płyn do podłogi nie dał rady, płyn do kibla też, ponoć mam kupić jakiś rozpuszczalnik, który się nazywa NITRO, ale trochę się boję, ze tapicerkę szarpnie, a długopis nie zejdzie. Zresztą, tak na marginesie, kto by przypuszczał, że zwykły długopis okaże się tak wytrzymały O.o Pewnie po wybuchu jądrowym zostanie tylko ten nieusuwalny tusz, karaluchy i ludzka głupota.....
Na początek - filmik! Żebyście zobaczyli, o co mi chodzi,a potem robili OGROMNE oczy :D udzie zawsze robią ogromne oczy, kiedy widzę, że kręcę czymś takim - może niekoniecznie płonącym, ale jednak kręcę. Najpiękniej krzywi się moja mama - jej mina wyraża wtedy: "Zaraz sobie przywalisz i tyle tego będzie" :D Walnąć można się nawet kilka razy podczas nauki, z różnymi skutkami, ale nie o siniakach dzisiaj, tylko o TYM:
Nick jest w ogóle fascynującym człowiekiem - ale co do tego, pozostawiam Was do zapoznania się z zawartością strony playpoi.com
Przejdźmy dalej - jak już się pogrzebie za sprzętem to niestety okazuje się, że mówimy tutaj o głębokim sięganiu do kieszeni. OK, poje do ćwiczeń to jakieś 30 zł z przesyłką, ale te do tańca ognia to już stówa, dwie stówy, porządne LEDy to kilka stów czasami, wstążki kosztują pięć dych, kiwido sześć do ośmiu, flagi - a i to zależy jakie - cztery-sześć dych... Tunele... uf... też sześć-dziewięć dych. KOSMOS cenowy.
Można sobie poszukać na polskich stronach, takich jak crazytoys.pl co to za sprzęt, z anglojęzycznych: homeofpoi.com
Generalnie fajnie, że tyle tego do wyboru itd., tylko szkoda, ze takie drogie. Zawsze w dużym wyborze (i wysokiej cenie) wkurza mnie to, że nie ma zwykle możliwości wypróbowania sobie sprzętu. No bo OK, wybulę 60 zł na LEDy, które okaże się, że mi nie leżą, natomiast może się okazać, że podchodzi mi całkowicie inny sprzęt, ale utopiłam kasę z czymś innym - i teraz ani zwrócić ani nic. Jasne, ze można się jeszcze podpiąć do jakiejś istniejącej grupy i wypróbować sobie ich zabawki - tylko u mnie takie grupki są bardzo hermetyczne, a poza tym... mnie zawsze głupio, bo guzik potrafię, i z czym do ludzi...
Poza tym wstążki i flagi chodziły za mną długo, długo! I w końcu sobie uszyłam - i mam, i jestem happy :)
No to teraz zapoznajemy się ze sprzętem :) Staram się linkować grafiki ze stron, do których należą, żebyście mogli sobie poszperać po źródle, więc jak coś już się nie wyświetla, to nie moja wina - widać ktoś poprzesuwał grafiki u siebie na serwerze.
pojki treningowe z Crazy Toys
polecam :)
skarpetki aktywne w UV, taka trochę biedna wersja, ale mniej więcej o to chodzi
ogniowe - podobnymi macha Nick,
to są katedrale, ale głowica może mieć różny kształt
i być wykonana z różnej ilości kewlaru,
co za tym idzie, mieć różną cenę - im więcej kewlaru,
tym droższe :P
LED - mają różne kształty.
Na ich jakości się nie znam, ale słyszałam,
że niektóre potrafią być bardzo delikatnie :(
trójkątne flagi - wykonanie sklepu
kuglarstwo.pl
na podobne zachorowałam
to są poi wstążkowe z kuglarstwo.pl,
gdzieniegdzie można znaleźć coś bardzo podobnego
pod nazwą KIWIDO
Możecie sobie wejść na strony podlinkowane pod zdjęciami i pooglądać, porównać ceny, porównać jakość...
Zachorowałam właśnie na te ostatnie podlinkowane ogony vel kiwido i na flagi w styli angelwings, w Polsce niedostępne, ale wyglądające tak oto:
piękne... 32 dolce bez kosztów shippingu :/
A tutaj linkuję porządny, full professional sprzęt LED. Piękną ma też cenę:
Jedna para 80 dolców, druga 99 dolców... ale mówimy tutaj o sprzęcie, który się nie posypie po pierwszym upuszczeniu... Cóż... albo uciułam KIEDYŚ, albo zostanę przy flagach :)
A teraz przyjemniejsza część wpisu -
TUTORIALE SIECIOWE
czyli jak uszyć, kiedy kasy brak
Okazało się, że w sieci są tutoriale na uszycie swoich własnych poi. Trzeba się trochę naszukać, fakt, ale po jakimś czasie można spokojnie znaleźć to, czego się pragnie :)
Poniżej kilka inspiracji, czyli jak to zrobić, żeby nie przekombinować, a żeby było!
I to by niestety było na tyle z wpisów blogowo-forumowych. Duża część tutoriali jest na Youtubie, ale to już trzeba by mieć cierpliwość oglądać, ja niestety przeskakiwałam co kawałek i chyba żadnego nie obejrzałam do końca.
3. Ten tutorial jet fajny :)
Jest on ważny dlatego, że pokazuje tutaj dziewczyna, jak zrobić trzymadełka ze zwykłej smyczy do kluczy - co jest bardzo przydatne, kiedy nie mamy czegoś takiego pod ręką, a kupienie wyniesie za wysoko. Zresztą jakaś taka smycz się zawsze znajdzie, kiedyś było ich na pęczki i pewnie ciągle jako gratis są gdzieś rozdawane.
A jak znajdę czytnik kart (może w końcu jednak go zlokalizuję) to pochwalę się, co uszyłam na podstawie tych materiałów :)