Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciuchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciuchy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 października 2017

Moje szycie - Niech Moc będzie z Wami, jak długo mnie tu nie było.....

Tak długo, że jak trzeba było się zalogować, to mnie Google spytały o hasło, którego nie pamiętałam O.O

Normalnie spalić się ze wstydu to mało.

Natchnęło mnie nagle na takie pisane i inne podobne, bo jestem na wylotówie kilkutygodniowego maratonu rękodzielniczego. Niby pierdółki, niby nic, ale czasożerne rzeczy były na tapecie ostatnimi czasy. Dzisiaj jedna z nich, wybłagana przez chłopa: płaszcz Lorda Sith.

Się chłop uparł i chłop dostał, co było robić. Akurat pracowałam nad innym szyciowym wyzwaniem, nieco prostszym, ale i tak musiałam zrobić sobie chwilę przerwy, bo by mi się obwody przegrzały... albo wymyśliłabym kilka nowych przekleństw. Już tłumaczę dlaczego.

Oto tutorial, od którego wszystko się zaczęło:


Jasny jak cholera. Tak na chłopski rozum, oczywiście. A potem nagle się okazuje, że chłop ma okreslone wymiary, jest wyższy/szerszy/niewymiarowy, chce większy kaptur, podwójny rękaw (wewnętrzny wąski, zewnętrzny szeroki), do tego jeszcze kieszenie po bokach i wewnętrzne..... I bądź tu teraz mądry, jak ja w życiu uszyłam dwie bluzki (obie mają za krótki rękaw i za szeroką talię), dwie spódnice i jedną parę spodni (które i tak są na mnie za szerokie, bo nie umiem się porządnie wymierzyć...). Oczywiście chłop twardo mi kibicował i chyba tylko dlatego skończyłam to draństwo. Krojenie może jeszcze poszło jako-tako, całość zjadła siedem metrów materiału, ale tutorial zakładał najpierw zszycie ze sobą przodu i tyłu, nastepnie miały zostać przyszyte rękawy, na końcu wdany kaptur i zszycie boków. Zszycie boków wygląda tak uroczo... ale jak trzeba unieść do maszyny ponad 4 kilogramy materiału, bo już zaczyna się robić nieciekawie. Do tego chłop zażyczył sobie takiej ilości materiału i takich fałd, że jak doszło do wdawania kaptura to całość była tak najeżona szpilkami, że złamałam dwie igły w maszynie, w tym jedną na 5 kawałków - akurat coś mnie tknęło, żeby się cofnąć do maszyny. W tej chwili igla uderzyła w szpilkę i prysła w drobny mak. Cieszyłam się ze swojego przeczucia. (Czy może była to MOC? Ciul wi...)


Płaszcz skończyłam, chłop zabrał go ze sobą na PGA i woził się w nim wczoraj pół dnia.

Ponoć znajomi docenili, więc warto było zawrać 4 noce, żeby go wykończyć.











Dla tego efektu warto było cztery dni się męczyć.

Więc - jeżeli jeszcze ktoś nie wierzy w to, że Sithowie stali po złej stronie Mocy, to niech uwierzy. Szwaczki też potrafili pognębić.



P.S. Znalazłam jeszcze takowy tutorial na Jedi. Wydaje się prostszy, ale moje doświadczenie już mi mówi, żeby nie ufać pozorom :P


I tutaj na sam płaszcz:




*~*~*~*


No i na sam koniec trochę prywaty :D No przecież naklnęłam się jak dzika, ale jak już skończyłam to draństwo, to nie mogłam sobie odpuścić przebieranek i selfiszczy.






Ponoć już jest chętny na wypożyczenie tego cuda do sesji zdjęciowej.

Dam znać, jak się sprawa zakończyło.

niedziela, 14 czerwca 2015

Moje szycie - Fisherman pants czyli rybaczki inaczej

Każdy, kto miał kiedykolwiek w pasie więcej niż przeciętna pani rozmiaru 38 miał problem z dobraniem spodni. No, powiedzmy sobie wprost - świat utył, a wykroje nie bardzo. Dalej chyba jedziemy na tabelach z lat 80, a od tamtej pory jednak 36-38 przeszło w 40-42.

Od momentu, kiedy poszłam do pracy chciało mi się kupić spodnie, które będą wygodne, dobrze się układać, wyglądać "w miarę" po ludzku i nie odstawać jak walnięte po kilku założeniach. Mój największy problem polega na tym, że jak już się przyssam do jakichś spodni to noszę je tak długo póki 1. nie zachodzi niepodważalna konieczność wyprania 2. nie dojadę materiału do szczętu. Za normalną cenę trudno w tych czasach o wygodny ciuch, który by by i dobrze leżał, i długo wytrzymał. Moje "mniejsze" znajome jakoś tak nie mają z tym problemu, ale ja z moja figurą jabłuszka mam wielkie utrapienie i przy sukienkach, i przy spodniach - bo ja dobre w cyckach, to w brzuszku opięte, a jak dobre w pasie, to w cyckach fale Dunaju, a w udach hektary materiału, który w zamiarze producenta miał przylegać, ale nam odstaje.  Do tego ja mam jeszcze niemal góralskie łydy i jak już znalazłam spodnie, które dobrze na mnie leżą w brzuszku i w udach - usłyszałam szyderczy chichot moich wrednych łydek - że i owszem, spodnie założyłam, a teraz mam sobie zakombinować jak je zdjąć.

Fakt faktem poszłam w końcu do sklepu kupić sobie materiał na alladyny - chciałam zielony, wyszłam z fioletowym.... szczegół....

Jak już uszyłam te przeklęte alladyny - zabrakło mi gumek. Gdzieś diabeł ogonem nakrył, przepiłam wsiąkły, alladyny leżą nieskończone. Czekają do jutra, jutro lecę do pasmanterii i chyba szlag mnie jasny trafi, jak nie będzie wystarczającej ilości szerokiej gumy żebym sobie w pas wciągnęła.

Ale ale, ja sobie zawsze coś do robienia znajdę, znaczy - od ostatniego wpisu kombinuję sobie uszyć torebkę. Już znalazłam model, już rozpracowałam wykrój, tylko materiału mi brak....

Natomiast szperając za innymi modelami alladynek trafiłam na coś takiego, co nazywa się Thai Fishermen Pants. Zakochałam się. Tutaj ma męskiej dupie:


Już pomijając kwestię męską na zdjęciu, spodnie są genialne.
No dobra, może coś na pani:
źródło: http://tastythailand.com/what-are-thai-fisherman-pants-and-where-do-you-buy-them/
Nic dziwnego chyba, że się zakochałam? Spodnie są oneisize oraz unisex - no, może jakby się zagłębić w kwestię zdobienniczą to się okaże, że jednak nie takie zaraz unisex, ale jeżeli chodzi o rozmiar, jak najbardziej onesize. W portkach najpierw się topimy, potem zawiązujemy, a potem to już z górki. W Internecie można znaleźć nawet filmy instruktażowe jak to cudo zawiązać. Nieco gorzej z wykrojem.
Oczywiście niezastąpiona Burda sobie opublikowała wykrój - przecież Burda to Burda, ale oczywiście Polska strona Burdy nie ma ich w ofercie. Zresztą, po moich przeprawach z wykrojem koszuli dla J., który zamawiałam ze Sklepu Burda Polska pod koniec zeszłego roku nie chcę mieć z tą firmą nic wspólnego, chyba, że mnie naprawdę przypnie i
desperacja sięgnie szczytu....

Ja tu sobie gadu gadu. Znalazłam na jednym blogu dwa zajebiste wykroje na te same portki - właśnie fisherman pants. Pierwszy z 8 elementów, drugi z zaledwie 4, który przerobiłam na 3 części (jak to ja). Szyłam z materiału w kratkę, więc drugi wykrój bardziej przypadł mi do gustu, bo nie chciało mi się bawić z dopasowywaniem kratki i wykroju na małej powierzchni materiału, a uproszczony schemat do kratki nadaje się perfekcyjnie.

Drugi wykrój tez jest fajny, chociaż zamierzam wykorzystać go do szycia spodni w dwóch kolorach.

Tutaj można znaleźć pierwszy wykrój: http://clothwithpegs.blogspot.com/2008/09/wrap-pants.html

Jak już wspomniałam, oba wykroje mają swoje zalety.

Podjarałam się tymi portkami jak nastolatka. Usiadłam dziś rano, po kawce mojej kochanej, i zamiast torebki uszyłam sobie spodnie. J. nawet się szarpnął i zrobił mi zdjęcie - i co z tego, jak większość wyszła zamazana i mam dwa, które się nadają od biedy? Fajną mam komórkę, dobry mam aparat w tej komórce, ale jeżeli chodzi o ciuchy rzecz mi się rozbiła o fotografa....



Już w nich śmigałam po mieści i niestety znów z Wałbrzycha wyszła wiocha, bo dupę mi zrobiono za te spodnie.

Wstyd.

Mam jednak zdanie powyższych ludzi w nosie, bo nie wiedzą, jak są wygodne. Ich strata.

Ktokolwiek zatem ma czas sobie zaaplikować takie portki, długość nogawki oczywiście jest dowolna, od szortów do mega długie można mieć - zachęcam. A jak nie po mieście, to chociaż sobie uszyć jako piżamowe. Komfort gwarantowany. Ja sobie chwalę. Bardzo.

Rzekłam.

wtorek, 5 maja 2015

Moje szycie - Spódnica z bykiem

Spódnica z bykiem wzięła się stąd, że nieco mi się... schudło. Tym samym spódnica, która dość długo była na mnie dobra okazała się za szeroka o dobre 10 cm. Co za tym idzie, chciałam zwęzić, ale okazało się, że musiałabym pół spódnicy rozpruć, pozdejmować ćwieki i w ogóle zdefasonować ciuch.
Zdałam w cudze ręce.
Akurat na Papavero trafiło się coś fajnego, więc przyjrzałam się dokładniej. Dokładnie zapraszam do obejrzenia i pobrania wykroju STĄD.
W każdym razie kombinowania z wykrojem było co niemiara, bo nie mogłam rozgryźć instrukcji obsługi zamieszczonej na stronie. Cudem, był to 1 maja, administratorka była aktywna i pomogła.

Wydrukowałam swoją wielkość i... najpierw pojechałam do Ksiaża na Festiwal Kwiatów, kolejnego dnia na rekonstrukcję historyczną z czasów II Wojny Światowej do Kamiennej Góry, kolejnego dnia z dzieckiem do Książa (a co, przecież dla dzieci strefa też była), w poniedziałek też miałam wolne, ale z dzieckiem do przedszkola, a dziś, we wtorek, na chama prawie, sklejałam wzór, szukałam i kroiłam materiał i w ogóle szał pał. Oczywiście nie obyło się bez prucia - pasek przyszyłam na odwrót (palmface, cała ja, bez prucia ani rusz), w trakcie zapomniałam o fizelinie do paska, zamek wyciągnęłam z jakichś kazamatów kiedy do niego doszłam... Dosłowny szał pał.
Od ostatnich dwóch tygodni żyję nieco na granicy zdrowego rozsądku i cieszyłam się, że w końcu w natłoku rzeczy, które robię w ogromnej ilości do pracy albo na zlecenie na osób spoza pracy i obowiązuje mnie klauzula poufności mogłam wyskrobać przy wolnym coś, co mogłam uszyć dla siebie i tak, jak chcę. I z taką ilością byków, jaka mi się zamarzyła :D
I udało mi się uszyć tę spódnicę w powalającej prędkości trzech godzin O.O
Niestety, wyszły dwa zdjęcia dobre. Jak to po ciemku... może uda mi się małża namówić na foty na modelu, ale to zobaczy się jutro. Na razie - na wieszaku:



Kolor ciemny brąz. Generalnie to wykrój polecam :)

czwartek, 27 listopada 2014

Moje szycie - Bluzeczka z Anny

Druga bluzka, jaką w życiu uszyłam, ha.
Rozmiarówka z Anna Moda na szycie okazała się jednak skrajnie nie stworzona dla mnie, wyszedł mi rozmiar 42-44, a skrojony i zszyty okazał się workiem. Po prawie zarwanej nocy kolejnego dnia przymierzyłam bluzkę i musiałam całość spruć, odbić mniejsza formę, poprawić materiał i zszyć po raz drugi. Tak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że uszyłam ja dwa razy.

Efekt poniżej. Dłubany z mozołem i licznie pruty przedwczoraj i wczoraj. Tak po prawdzie już przy gorsecie kilka razy chciałam wszystko rzucić do szafy, ale tak sobie powiedziałam, że potrzeba nieco cierpliwości, bo się uczę - a nie nauczę się lepiej, niż na własnych błędach. Siadłam więc do szycia z nastawieniem, że będę pruć i poprawiać tak często, jak to możliwe. Warto było.

Szyłam z surówki bawełnianej, wyższą gramaturę musiałam wziąć na plecy i mankiety, bo okazało się, że nie wytnę wszystkiego z jednego kuponu.

Jak dla mnie ujdzie.




Mam w tej bluzce optycznie ogromny biust, który w praktyce jest o wiele mniejszy. Optyka czyni cuda :)



Musiałam sobie zapozować, bo bluzka na wieszaku nie wygląda, a manekina jeszcze się nie dorobiłam ;) Marzy mi się taki metalowy, oj, marzy <3

no, nie wygląda, co? Lepiej na człowieku :)
No, a teraz trzeba sobie jakiś designerski wisior do niej zapodać, i będzie już fajnie :)

niedziela, 2 lutego 2014

Druty - Inspirowana spódnica ecru, część I

Siedzę nad ta spódnicą już od dwóch tygodni, robiąc powoli, wytrwale...

Jak poszłam do mamy pożyczyć druty (o czym pisałam post wcześniej) i pochwaliłam się, że z włóczki będę na drutach 3.0 dziergać dla koleżanki spódniczkę, to usłyszałam przerażone: "Czy ty wiesz, ile się coś takiego robi!?". Przymknęłam się, wróciłam do domu i wytargałam z pufy jedyną z 5 toreb, jakie robiłam szydełkiem, z wełny ze sprutego swetra. Sweter kosztował dwa złote w lumpie, robiłam ją w liceum przez trzy tygodnie, cieniusim szydełkiem, pod ławką na fakultetach w klasie maturalnej. Trzy tygodnie po 8 godzin dziennie. Wspaniałe to nie było, ale na temat wytrwałości w robieniu coś wiem. Zrobiłam takich toreb, jak już wspomniałam, 5 sztuk.

Obfocę na dniach.

Tak się jakoś złożyło, że do spódnicy siadłam pełna zapału, chęci, uzbrojona w nieprzemierzony entuzjazm przyszłej właścicielki, która jeszcze nawet dobrze włóczki nie zamówiła, a już wybierała cekiny i koraliki do naszycia... eh... sama tak się nakręciłam, że momentami mam mieszane uczucia - 1. znowu przytyłam i wchodzę już tylko w rozmiar 44 i żałuję, że nie mogę tej kiecki nawet na próbę przymierzyć (rozmiar 38), 2. momentami mam ochotę rzucić wszystko i dokończyć tę spódnice jak najszybciej, a tu klops, nie za bardzo można, 3. dziewczyna, której muszę tę spódnicę zawieźć i wprowadzić ew. poprawki jest moją dietetyczką - która zrobiła mi dietę i z którą widziałam się ostatnio 6 kilo temu - w sensie, że od ostatniej wizyty przytyło mi się 6 kilo.

Spódnica prezentuje się następująco:


Włóczka "Kotek" w kolorze ecru (kolor na zdjęciu przekłamany, jest bardziej żółta), za drutach na żyłce 3.0 mm, 240 oczek, 127 okrążeń. Wszystkich okrążeń ma być 201.

Spódnica jest robiona na podstawie zdjęć, które dostałam od A.:

 

Na tej czarnej spódnicy nie widzę praktycznie nic, tylko te romby na prawym boku, a zdjęcie z jasną spódnicą ma tylko część wzoru. Naszukałam się nieźle, żeby znaleźć coś, na podstawie czego mogłabym to skopiować.

Tutaj na zdjęciu (znalazłam dosłownie chwilę temu w trakcie pisania posta) widać cała spódnicę:


Wydaje mi się, że jedyne, co się nie zgadza to grubość dzianiny - moja jest drobniejsza, ta na modelce jest zdecydowanie grubsza.

No nic. Mam nadzieję, że trafiłam. Jak myślicie?

[edit]

Mąż mi podpowiedział, żeby wejść w stronę wyszukiwania grafiki na Wujku Google, upuścić w miejscu wyszukiwania grafikę, którą chcemy znaleźć i wyszukuje po zdjęciu. Okazało się, że zdjęcie jest zdjęciem z katalogu Victoria's Secret, zdjęcie promuje kurtkę na modelce, spódnicy nigdzie nie znalazłam. Natomiast czarna spódnica jest całkowicie innym modelem, a odpalił się on na jakiejś japońskiej stronie. A to ci heca...

piątek, 11 października 2013

Moje szycie - Jak uszyć dziecięce alladynki?

Ha, dobre pytanie. Zajrzałam do źródeł ruchu sieciowego na blogu i się okazało, ze kilka osób trafiło na mojego bloga szukając materiałów właśnie na ten temat.
 
Więc jest. Projekt. Gdzieś tam mi się przyśnił i jest. Koślawy, krzywy i robiony w łinołsowskim peńcie, ale jest :D
 
Tylko teraz od razu wyjaśniam, że projekt jest całkowicie inny od TYCH ALLADYNEK, i też całkowicie innych od tych, co robi Rosa. Przeczytałam zagadnienie i stwierdziłam, ze uszyję takie dla Potwora, tylko nie wiedziałam, jak to zrobić. Oczywiście przemówiło moje umiłowanie do jednokawałkowych projektów i po prostu siedziałam i kminiłam tydzień, jak to zrobić, żeby znowu nie wycinać 45 tysięcy kawałków i nie zszywać tego cztery dni. I oto są. Młody śmiga, zadowolony, spodnie akurat mieszczą pieluszkę, zakrywają brzuchol - a przede wszystkim, jak siada w rozkroku, to portki fajnie się układają. Moje są wygodne, a jego - z tego, co jednym dniu noszenia zauważyłam - też są wygodne. Jedynym mankamentem, nad którym się zastanawiałam to ilość materiału w kroku, ale okazało się, że po zrobieniu nieco krótszych nogawek i doszyciu pasa z gumkami spodnie na długość są akurat, a ilość materiału w kroku znośna.
 
 
 
KOSMICZNE, NIE?
 
I najprostsze, co udało mi się wymyślić, więc pewnie aż tak źle nie jest. Zawodowe krawcowe niech mnie rugają, ale uszyłam portki na tej podstawie dla syna i jakoś wyglądają, więc najgorzej nie jest.

Teraz instrukcja do powyższego. Pozioma górna kreska to jest długość, którą musimy odszukać. Taka zagwozda matematyczna, nad którą ja kminiłam trzy godziny... Dane mamy następujące:

A - połowa obwodu pasa
B - pożądana długość nogawki
C - połowa szerokości wejścia nogawki (ja mierzę u każdego osobno - najszersze miejsce na stopie nieco pod kostką i przez piętę, bo nogawka nie może tez być za szeroka)

To, co musimy znaleźć to szerokość materiału - tożsama z długością materiału, bo spodnie są uszyte z jednego kwadratowego kawałka materiału.

Mój synek w pasie ma 52 cm, nogawkę chciałam długą na 35 cm, w najszerszym miejscu stopy na oko mu dałam 40 cm (i się przeliczyłam, ale z takimi danymi Wam pokażę, jak to przeliczyć; Młody niestety dwie wielkości dal sobie ściągnąć, trzeciej już nie).

SZUKAMY PIERWSZEJ DŁUGOŚCI (A)
Połowa szerokości pasa A dla Kuby wynosi 26 cm (druga połowa materiału będzie drugą połową). Tym samym mamy do czynienia z trójkątem prostokątnym równoramiennym. Możemy go liczyć ze wzoru

a(kwadrat) + b(kwadrat) = c(kwadrat)

albo jeszcze lepiej:

2 a (kwadrat) = c(kwadrat)

gdzie a to długość jednego z dwóch boków, c to długość podstawy, którą mamy daną.

No to jedziemy z przekształcaniem wzoru, albo liczymy na piechotę, żeby wyciągnąć to a. Przekształcenia Wam tu nie zapiszę, bo wygląda to kosmicznie, więc policzymy na piechotę:

2 a (kwadrat) = 26 (kwadrat)
2 a (kwadrat) = 676                   /2
a (kwadrat) = 338                      /pierwiastkujemy
a = (po zaokrągleniu) 18,4 cm


Szukając ramion drugiego kwadratu szukamy z wykorzystaniem obwodu najszerszej części stopy jako wartości dla podstawy. U Kuby założyłam, ze będzie to 40 cm, po podstawieniu i przeliczeniu dostałam wartość a = 28,3 cm (też po zaokrągleniu).

No i tyle. teraz sumujemy wszystkie trzy wartości:

18,4cm + 35 cm + 28,3 cm = 81,7 cm

To jest szerokość oraz długość kwadratu, z którego będziemy szyć portki.


A potem to już z górki. Rysujemy sobie co tam potrzebujemy na złożonym w rożek materiale, dokładamy sobie na szwy kto tam ile potrzebuje, kroimy, zszywamy nogawy na długości i w sumie portki gotowe.
 
Na górze można przyszyć pasek z tunelem na pasek, albo zostawić sobie większy margines materiału, zawinąć go i w ten tunel wszyć gumkę, można zakombinować z szeroką gumą, można przyszyć wyższy pas z elastycznego materiału, w nogawki wpuścić gumkę... dowolność...
 
Ja dla Potwora zrobiłam wyższy pasek na ten jego okrągły brzuszek, wszyłam gumeczki jak w tutorialu O TUTAJ, powtórzyłam w nogach i gotowe :)

Mam nadzieję, że pomogłam :)

~*~*~*~
 
Niestety, zdjęcia Potwora wsiąkły, są na komórce, nie mam czytnika kart... ZNOWU! Cóż... będą później...

wtorek, 4 czerwca 2013

Moje szycie - Rosowa torebka, spodnie, gumeczki, pierdółki.

Pamiętacie może ten nieszczęsny konkurs Łucznika i Rosę, która w owym konkursie startowała? Rosę można poczytać tutaj - serdecznie zapraszam, jest na czym oko zawiesić. Rosa jakiś czas temu popełniła tutorial, do którego przymierzałam się miesiąc, tylko brakowało mi materiału do pracy i trochę czasu. Tak więc, kiedy trafiła się odpowiednia koszula po prostu siadłam do roboty.
Efekt na dole.
Główny panel jest z koszuli męskiej, marki nieznanej, w SC za 1 zł kupionej na wyprzedaży, podszewka z materiału po likwidowanej szkole, bordowa, śliska, wnerwiająca przy szyciu.






Foty jakości powalającej, robione o 2 w nocy ^____^'
Zrobiona do połowy, na razie bez uszu, uszy dorabiałam kolejnego dnia. Potem crash-test, czyli wyciągamy torbę na zakupy - w razie gdyby cokolwiek się podarło, nie wytrzymało czy też wyciągnęło nad normę. Torba wytrzymała. Za dnia wygląda całkiem, całkiem :)
uszy zrobiłam dłuższe niż sugerowane w tutorialu,,
i to chyba jedyna różnica

widać guziczki? tutaj widać :)

kieszeń w środku też zdała egzamin,
więc następnym razem wszyję więcej

Idąc za ciosem wykończyłam to jeansowe cudo ze spodni. Dostało zamek, poszło na zakupy, zmieściło 6 butelek z piwem i sok, czyli się nadaje :)



Z torebek to tyle na razie, idziemy dalej. Udało mi się zrobić zdjęcia gumeczek wszytych do spodni szwagierki. Na zdjęciu nie za bardzo to widać, ale gumeczki po przeszyciu są ze sobą związane na supełek, jakoś tak nie ufałam swojej maszynie w kwestii zakańczania tego typu rzeczy. Zwykły supełek zdał egzamin, spodnie wytrzymały dwa prania, więc pożyją jeszcze trochę :D




A na sam koniec mój kochany pomocnik i jego tatuś:

sobota, 1 czerwca 2013

Inspiracje - pokaz mody...

Wylogowując się z poczty trafiłam na relację z pokazu mody Łukasza Jemioła, jesień-zima 2013/2014.
Zwykle nie oglądam takich rzeczy, bo uważam, że pokazy są tylko na pokaz, a kobieta założy na siebie to, co da radę dostać w sklepie... albo sama uszyć.
Kilka ciekawych pomysłów się jednak znalazło... oczywiście pomijając kwestię wszechobecnych u tego projektanta skór... ble.



No i mój faworyt:


Miejmy nadzieję, że ta moda na skórki szybko minie... Ostatnia sukienka rewelacyjna wprost jest, zakochałam się :)
I sweterek dzianinowy wcale nie taki trudny na oko, żeby wykonać samemu... Do jesieni trochę czasu zostało.

środa, 22 maja 2013

Moje szycie - Krótkie spodnie z papavero.pl

W poszukiwaniu darmowych wykrojów (no, za Burdę i inne się niestety płaci ciężką kasę) znalazłam stronę papavero.pl, no i wpadłam :) Dla mnie ma duży plus, że są darmowe wykroje, które mogę sobie wydrukować w domu, ale ma też ten minus, że jako, jako początkujący, nie mam pojęcia jak niektóre ciuchy uszyć, co powinno być pierwsze, co drugie, co trzeba przeszyć najpierw, żeby potem nie kombinować i nie pruć... Cóż, życie samouka nie jest złe, bo człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach, ale do lekkich też nie należy. Na razie przymierzam się do nauki wszywania zamków... i już się boję :P
Ale do rzeczy.
Wybrałam ten model:

Oczywiście mój tyłek potrzebował rozmiaru 44, więc ściągnęłam i wydrukowałam właśnie ten rozmiar.
I już na dzień dobry musiałam się załatwić na całej linii, bo do uszycia wybrałam materiał w kratkę. Draństwo, jednej rzeczy nie dopilnowałam przy krojeniu i na przodzie boczna część, która na rysunku jest czarna, u mnie ma przesunięty wzorek :/ Ale już mi się nie chciało poprawiać, mam nauczkę na przyszłość  żeby dwa razy sprawdzać na kracie, czy równo się układa.
No, to jedziemy z koksem:
to już po skrojeniu i spięciu szpilkami, co by na tyłek wsunąć i sprawdzić,
czy wejdą i jak będą leżeć przed przeszyciem.
fastrygować mi się nie chciało, ale aż mnie roznosiło, żeby te spodnie wykonać :)

tutaj przednie wcięcie kroku spięte szpilkami


no, spodnie są raczej krótkie, przymierzone były w sam raz...
I teraz bach, niespodzianka. Okazało się, że spodnie jak je przymierzyłam były dla mnie akurat na długość... czyli bez podwijania, co przewidywał wzór. Trzeba więc było zakombinować odczycie dołu spodni, to samo będę robiła z górą. Nie bardzo potrafię to zrobić profesjonalnie, czy nawet półprofesjonalnie, więc kombinuję na legalu i z pełnym freestylem. Co wyjdzie, to później. Ponieważ zaś spodnie szyłam późną nocą, nie robiłam zdjęć. Przy kolejnej parze będę robiła zdjęcia po kolei, choćby dla siebie dla pamięci.


tutaj przód - kratka jest przesunięta po bokach i zastanawiam się nad jej wymianą, co jeszcze mogę zrobić.

tutaj tył - i kratka układa się przepisowo, pięknie, jak należy.

Spodenki jeszcze nie są skończone, więc za jakiś czas dam znać, co mi wyszło.