Na potrzeby dzisiejszych rozważań zaczniemy od cytatu. Tak, cytaty są ważne, łapanie się za słówka, przerzucanie argumentami... Dziś będzie o sporach, niesnaskach i przepychankach, krzywych uśmieszkach i wytykaniu palcami, dziś będzie o:
Tolerancja - (wg ciotecki Wikipedii) - (łac. tolerantia – „cierpliwa wytrwałość”; od łac. czasownika tolerare – „wytrzymywać”, „znosić”, „przecierpieć”) – termin stosowany wsocjologii, badaniach nad kulturą i religią. W sensie najbardziej ogólnym oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację ludzi, których sposób postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa. W okresie reformacji pojęcie to było stosowane w odniesieniu do mniejszości religijnych. Obecnie termin ten obejmuje również tolerancję różnychorientacji seksualnych oraz odmiennych światopoglądów. (Żródło TU).
Brzmi pięknie, nieprawdaż? Na chłopski rozum biorąc całość, kiedyś "tolerowało się" tylko szeroko pojętych innowierców, czyli nie-katolików, innymi słowy: grupa oszołomów oddaje cześć Ogromnej Cebuli, idą w demonstracji przez całe miasto na plantację w/w warzywa, na co wszyscy reagują anielskim spokojem, brak słów pogardy, pokazywania sobie wyznawców Reformy Ogromnej Cebuli, wzywania policji czy ataku Młodzieży Wszechpolskiej. Ot, Katolicy mają Boże Ciało, Wyznawcy Cebuli idą oddać cześć na plantację. Logiczne dla każdego.
Problem zaczyna się w momencie, kiedy chęć identyfikacji z grupą jest tak silna, że anielski spokój zostaje odrzucony gdzieś na dalszy plan, schowany do kieszeni, stereotypy i uprzedzenia, zmiksowany z tym wszystkim konformizm tworzą niebezpieczny koktajl którego skutki często wywołują zgagę bądź odbijają się bolesną czkawką w (chyba) nieskończoność. Mówię tutaj o takich zjawiskach, na które już często nie zwracamy uwagi z racji ich powszechności - "Zakaz pedałowania" chociażby, i przekreślona para gejów oprawiająca sex "na pieska". Katolicy za wszelką cenę starający się udowodnić, że tylko ich wiara jest jedyną słuszną. Świadkowie Jehowy, próbujący przekonać wszystkich do tego samego. Muzułmanie, którzy też uważają, że tylko Allah jest wielki, oraz wyznawcy Reformy Wielkiej Cebuli uznający na przystawkę tylko francuską cebulową, z grzaneczkami. Wegetarianie uważający, że jedzenie mięsa jest "złem", weganie uważający, że wszystko, co nie jest wegańskie należny zwalczyć, łącznie z kosmetykami, środkami czystości i butami ze skóry ekologicznej klejonymi klejami na bazie składników odzwierzęcych, zaraz obok ludzi jedzących mięso, uważających się za wszystkożerców(*) wyznających zdrową różnorodność i freeganie, jedzący tylko resztki ze śmietników. Nie bez powodu postawiłam wszystkich w jednej linii. Tutaj tematyka tolerancji wchodzi na teren upodobań kulinarnych, sposobu odżywiania, a co za tym idzie stylu życia. W każdej z tych grup znajdują się skrajni radykałowie, którzy są w stanie obrzucić błotem tych, co nie uznają ich racji. Właśnie o takich radykałach będziecie mogli poczytać sobie dalej, więc jeżeli kogoś już teraz odrzuciło - lojalnie uprzedzam, by nie czytał dalej.
(*) Termin pożyczyłam od Michella Pollana z pozycji W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców, jako określenie jak najbardziej, moim zdaniem, neutralne















